Sign up to see more
SignupAlready a member?
LoginBy continuing, you agree to Sociomix's Terms of Service, Privacy Policy
By continuing, you agree to Sociomix's Terms of Service, Privacy Policy
Da VinciKiedy uczyniłem Boga cherubinem, wsadziłeś mnie do więzienia. Jeśli uczynię z niego dorosłego mężczyznę, zrobisz mi jeszcze gorzej - Leonardo Da Vinci, kiedy oskarżenie o sodomię stało się ostatecznie niewinne
A jednak chcą zrozumieć umysł Boga, mówiąc o nim tak, jakby już rozcięli go na części. Mimo to pozostają nieświadomi własnego ciała, rzeczywistości otoczenia, a nawet nieświadomi własnej głupoty. - Leonardo
Pracowałem nad pisaniem, a potem przyjaciel chrześcijański profesor, który pozostaje dla niego kontrowersyjną postacią w kręgach chrześcijańskich, polecił List Heideggera o humanizmie. Wziąłem część dzisiejszego dnia, aby przeczytać cały tekst i skomentować go.
W dalszej części, gdy nadal przyjaźnię się z tą osobą, kontynuowałem czytanie i komentowanie istotnych punktów w tekście Heideggera.
Ktoś zniuansowany i aktywny w życiu umysłu. Chrześcijański humanista lub swego rodzaju humanista nietzscheański, gdzie humanizm chrześcijański nie opiera się na niezbędnej boskości Chrystusa, jaką daje ani Niepokalane Poczęcie (narodziny dziewicy), ani zmartwychwstanie po ofierze na krzyżu.
W pewnym sensie można uznać za jawnego ateistę, z poglądu literackich chrześcijan protestanckich, z odrzuceniem Niepokalanego Poczęcia i Zmartwychwstania, jednocześnie trzymając się pewnej formy humanizmu chrześcijańskiego jako takiego, który dąży do tego, by stać się i żyć życiem tak, jak Chrystus przedstawiony symbolicznie i literalnie w Ewangeliach.
Odtąd pojawiają się komentarze z dodatkami dla płynniejszych przejść i kilka innych orientacji lub ramek do rozważenia, proszę, niektóre zabawne, a inne poważne z cytatami blokowymi, jak cytaty z listu Heideggera:
Ale skąd i jak określa się istotę człowieka? Marks domaga się uznania i uznania „człowieczeństwa istoty ludzkiej”. Znajduje to w „społeczeństwie”. Człowiek „społeczny” jest dla niego człowiekiem „naturalnym”. W „społeczeństwie” ludzka „natura”, czyli całość „naturalnych potrzeb” (żywność, odzież, reprodukcja, wystarczalność ekonomiczna), jest równie zabezpieczona. Chrześcijanin widzi człowieczeństwo człowieka, humanitas homo, w przeciwieństwie do Deitas.
Niektórzy, którzy są „świeckimi humanistami” jako prawdziwie marksistowscy humanistami lub humanistami marksistowskimi, mogą być interpretowani na tej podstawie i prawdopodobnie prawdą. Niektórzy postrzegali afrykańskie postawy humanistyczne jako w starożytnych postawach filozoficznych ludów afrykańskich.
W niektórych afrykańskich stanowiskach filozoficznych, na przykład Ubuntu lub Unhu, indywidualne ja można rozpoznać tylko w kontekście jaźni społecznej. W tym, ja społeczna jest kamieniem węgielnym dla indywidualnego ja.
Bardziej pełny sposób pojmowania jednostki jako rozszerzonej jaźni i osiągania (zdrowych) relacji w sensie wspólnotowym.
Można to rozszerzyć jako dwukierunkową relację indywidualnego ja, jedynego organizmu i jaźni interpersonalnej, a więc dwukierunkową relację osobowego ja i jaźni międzyosobowej jako jednej jednostki dynamicznej, choć wyraźnie zindywidualizowanej.
Marksistowskie stwierdzenie jako półprawdy, jako całkowicie naturalne i tylko połowa naturalnego; w którym to, co społeczne równa się naturalnemu, a jednostka równa się naturalnemu, podczas gdy oba w zależności wzajemnej stają się czymś więcej, więc „tylko połowa naturalnego” staje się prawdziwa tylko w zapewnionej niezależności obu.
W przeciwieństwie do tego, Sartre wyraża podstawową zasadę egzystencjalizmu w ten sposób: Istnienie poprzedza esencję. W tym stwierdzeniu przyjmuje existentia i essence zgodnie z ich metafizycznym znaczeniem, które od czasów Platona mówiło, że essentia poprzedza existentia. Sartre odwraca to stwierdzenie. Ale odwrócenie stwierdzenia metafizycznego pozostaje stwierdzeniem metafizycznym. Wraz z nią pozostaje z metafizyką w zapomnieniu o prawdzie bytu.
Żadnego od niego stwierdzenia o odwróceniu wypowiedzi metafizycznej jako takiej, a więc metafizycznej uniwersalizacji.
Wciąż jednak niepewny może w ten sposób zaprzeczyć domniemanym oddzieleniu między tym, co fizyczne i metafizyczne - wyjść poza nie poprzez proces inwersji - zamiast jedynie przechodzić od jednego stwierdzenia metafizycznego do innego stwierdzenia metafizycznego, odwróconego lub nie.
Coś analogicznego do istnienia czegoś jest esencją czegoś, a wręcz przeciwnie, zamiast pytać, co poprzedza, widząc jedno jako lustrzane odbicie drugiego w dwoistości siebie, a jednocześnie zjednoczone bez koniecznego uciekania się do czasowości, aby uporządkować uporządkowanie „istoty poprzedzającej istnienie” kontra „istnienie poprzedzające istnienie” lub esencję poprzedzającą existentia versus existentia poprzedz ającą esencję - tym samym przechodząc poza te argumenty na bardziej komplet ny płaszczyznę.
Człowiek jest raczej „wrzucony” przez bycie sobą w prawdę bycia...
To zabawna linia. Po prostu wyobrażam sobie kogoś, kto pędzi ku prawdzie, że niechętnie jest w ubraniu oznaczonym Acme Co. Może, tatuaż „Born to Lose” z napisami „rzucania” w języku niemieckim.
„Bycie” - to nie jest Bóg i nie kosmiczna ziemia. Istnienie jest zasadniczo „dalej niż wszystkie istoty, a jeszcze bliżej istoty ludzkiej niż każda istota, czy to skała, bestia, dzieło sztuki, maszyna, czy anioł, czy Bóg. Bycie jest najbliższe. Jednak najbliższe pozostaje najdalsze od człowieka. Istoty ludzkie na początku trzymają się zawsze i tylko bycia. Ale kiedy myślenie reprezentuje istoty jako istoty, bez wątpienia odnosi się do istnienia. W rzeczywistości jednak zawsze myśli tylko o istotach jako takich; dokładnie nie i nigdy nie jest jako takie. „Kwestia bytu” zawsze pozostaje pytaniem o istoty.
Trwało mu wystarczająco długo, istnienie wydaje się dynamicznym sposobem tego, co jest określane statycznie jako „istnienie” lub coś rozciągającego się nieskończenie wewnątrz i na zewnątrz. Podoba mi się jego nacisk na bycie samym sobą jako skupienie się na samych istotach. Istnienie jest; pytania bytu dotyczą istot, ponieważ istoty składają się z bycia sobą.
Jednak rozróżnienie wydaje się niejasne, a sformułowanie niejasne w pewien sposób co do tego, co dotyczy „bycia” „bytu”, jak powiedziano wcześniej o filozofii Heideggera.
Zwykle myślimy o języku jako odpowiadającym istocie istoty ludzkiej reprezentowanej jako zwierzęce uzasadnienie, to znaczy jako jedność ciała-dusza-duch.
Jedność ciało-dusza-duch wydaje się niemal zbędna na wielu poziomach. Wszystkie wydają się być jednym, gdzie dusza i duch mogą się rozpaść w jedno, a w niektórych definicjach ciało i dusza stają się jednym i tym samym z pierwszym jako częścią drugiego.
Jego nacisk na język jako „dom bytu”, który jest „przywłaszczony przez bycie i przenikany przez bycie” wydawałby się przyjazny dla zwolenników Jana 1:1, podobnie jak w istocie istoty ludzkiej w języku.
Nie mów niektórym gałęziom chrześcijan, że „bycie” jako takie „nie jest Bogiem”. Jeśli język jest domem bytu, to dom może być ograniczony do kategorycznego „domu” ludzkiego poznania, podczas gdy istota jest zarówno najdalsza, jak i najbliższa z niego.
Istoty ludzkie należące do prawdy bytu, jako jej strażnicy, wydają się zarówno poprawne, jak i niepoprawne. Poprawne w przywłaszczeniu języka, istot ludzkich, poprzez bycie, aby reprezentować prawdę bytu.
Podczas gdy prawda oznacza „rzeczywistość” lub „fakt sprawy”, istnienie będzie - ahem - niezależnie od tego, czy istoty ludzkie i język są przywłaszczone przez bycie samym sobą, czy nie.
Jego komentarz Sartre'a cytuje tytuł „Egzystencjalizm jest humanizmem”, co oznacza, że egzystencjalizm jest nie tylko humanizmem lub jed ynym humanizmem według Sartre'a. Jego korekta Sartre'a wydaje się jednak słuszna pod względem „zasadniczo bytu”.
Możemy, jak poprzednio, kontynuować linię o odwróceniu na stwierdzenia metafizyczne, gdzie jakieś stwierdzenie A równa się pewnemu stwierdzeniu B, gdzie to staje się A=B, a odwrócenie staje się B=A, tj. czy A=B czy B=A, różnica w prezentacji tego samego sformułowania staje się taka sama. Oznacza to odwrotność, a nie odwrotność.
Heidegger wskazuje na stwierdzenia metafizyczne jako metafizyczne w obu kolejnościach. Zgadzam się z nim. Jednakże, jeśli jest to potencjalnie nowy proces, jak go czytam, nazwę lub nazwę operację „Uniwersalną metafizyczną inwersalizacją”, nie obiektywną, ale „uniwersalną”, jako prawdopodobnie niekompletną z miejscem na wyjątki.
Proces ten byłby odwróceniem wypowiedzi metafizycznych w taki sposób, aby rzeczywistość metafizyczna rzeczywiście była rzeczywistością „fizyczną”, nawet statystycznie, jeśli można ją silnie lub zasadniczo skorelować z jakąś rzeczywistością fizyczną.
Nie usunęłaby „magii” ani mocy dawnego stwierdzenia metafizycznego, ale raczej „fizykalizuje” to, co formalnie metafizyczne, czy to absolutnie w całości, czy prawdopodobieństwem, aż do asyptotycznej pewności.
Wszelkie wcześniejsze metafizyki o statusie „fizycznym” (trzeba przedefiniować i rozszerzyć) teraz, tak jak w starożytnych myślach, że woda była gruntem bytu (Thales). Wiemy, że woda to dwie części wodoru i jedna część tlenu, gdzie to, co wcześniej metafizyczne staje się „fizyczne” w niezliczonych przypadkach zapisanej historii lub po prostu manifestuje się jako pozbawione dowodów (więc ani metafizyczne, ani fizyczne, ale nieistniejące).
Nie jest to proces odwracania stwierdzeń metafizycznych. Jest to operacja formalna z niekompletnością, miejscem na wyjątki, choć uniwersalna w stosowaniu, jako formalny proces „fizykalizacji” tego, co metafizyczne - aby sprowadzić „niebo” na Ziemię, być może innym tytułem mógłby być „De-Divinization”.
Tak więc to, co jest poza tym, przesuwa się do tego, co jest, absolutnie w całości lub prawdopodobieństwem do punktu asyptotycznej pewności. W tym cała koncepcja bytu implikuje pewien proces metafizyczny, jakby jakaś niepodzielna podstawa, ale wydaje się, zasadniczo, dwie właściwości, na twarzy jako jedno, a następnie przekształcone w nieskończoną liczbę pojedynczą.
Tam, gdzie jest zarówno istnienie, jak i istnienie, lub istnienie i czas istnienia, jako istnienie Siebie, można to właściwie podzielić, jako rzeczy, które są prawdziwe, na istnienie, w przeciwieństwie do nieistnienia, i czasowość, w przeciwieństwie do a-temporalności lub nie-czasowości.
Istnienie może po prostu być, ale nie może być byciem jako takie, ponieważ bycie oznacza proces, dynamikę, czyli sens czasu dla procesu, dla dynamiki, samego istnienia.
To jest nieunikniony fakt „bycia” jako takiego, zarówno jako istnienia, głównie jako „bycia”, jak i czasowości, pochodnej, jako „-ing”, z którego powstają istoty ludzkie, język lub dom bytu, aby zapewnić coś do bytu dla strażników samego siebie lub bytu.
O ile istnienie i czasowość są obecne, dochodzimy do odwrócenia znanego wszechświata lub egzystencji jako podstawy nie tylko do poznania hipotetycznego nieistnienia i a-temporalności, ale świadomej nieistnienia i a-temporalności, po prostu analizując rzeczywiste istnienie i rzeczywist ą czasowość, takimi, jakimi są same w sobie, aby zdefiniować ich antytezy lub stać się właściwymi produktami uniwersalnej metafizycznej inwersalizacji.
Nie uważałbym tego ani filozoficznego „Istnienia”, ani filozoficznego „Czasu”, ale za sposób wyprowadzenia naturalnego filozoficznego „Istnienia” i naturalnej filozoficznej „czasowości” z wcześniej uważanego za metafizycznego „bytu, samego siebie”.
Te, które mają zasady istnienia lub „prawa natury” jako korelacje z którąkolwiek z nich, np. z Drugim Prawem Termodynamiki Strzałki Czasu, jak w rzeczywistej czasowości.
Podobnie, idea przywłaszczenia przez bycie dla ludzi i języka może być przetwarzana poprzez tę samą operację, aby dotrzeć do obecnych naukowych metanarratyw i narracji obejmujących „neuronalne korelaty świadomości”, tak zwane, ale jednak empiryczne.
Tak więc nieskończoność bytu staje się prawdopodobnie ogromnym skończonym przedmiotem, dając pozorność nieskończoności istot ludzkich lub strażników prawdy bytu lub tym, którzy mają zdolność własności do mówienia o prawdzie istnienia i czasowości. Stają się one bardziej konkretyzowanymi, ugruntowanymi, codziennymi sformułowaniami tego, co metafizyczne, odległe filozoficzne.
Ale świętość, która tylko jest podstawową sferą boskości, która z kolei sama daje wymiar bogom i Bogu, promieniuje tylko wtedy, gdy bycie sobą wcześniej i po rozległym przygotowaniu zostało oczyszczone i doświadczane w swojej prawdzie.
To jak długa ekspozycja teologiczna antyteologiczna.
Czyta się tak, jakby dostarczał wyjaśnienia tego, co boskie lub transcendentne, jednocześnie negując powszechne pojęcia bogów lub Boga, gdzie bycie poprzedza bogów lub Boga, podczas gdy jest proponowane jako źródło Transcendentnego i Immanentnego.Tak rozumiana bezdomność polega na porzuceniu istot przez bycie. Bezdomność jest objawem zapomnienia o byciu.
Byłaby to świetna platforma partii politycznej, a także miałaby taki sam sens poza kontekstem metafizycznym, jak niektóre platformy partyjne.
Heidegger wielokrotnie deklaruje status metafizyczny do tego, co niekoniecznie musi ucieleśniać taki status. W tym sensie twierdzona metafizyka może być jedynie twierdzoną metafizyką, błędem kategorii.
Uwielbiam ten cytat o nacjonalizmie i internacjonalizmie:
Każdy nacjonalizm jest metafizycznie antropologizmem i jako taki subiektywizm. Nacjonalizm nie jest przezwyciężany przez zwykły internacjonalizm; jest on raczej rozszerzany i wzniesiony w ten sposób do systemu. Nacjonalizm jest tak mało wnoszony i wznoszony do humanitas przez internacjonalizm, jak indywidualizm przez ahistoryczny kolektywizm. Ta ostatnia jest subiektywnością istot ludzkich w całości. Uzupełnia bezwarunkowe stwierdzenie subiektywności, które odmawia ustąpienia.
Jest pięknie sformułowany. Chciałbym jedynie uprościć strukturę do egzystencji i czasowości, sugerując dynamiczny obiekt lub obiekt procesowy zwany rzeczywistością, a następnie agencją w rzeczywistości jako podmiotowość wewnątrz lub wyewoluowaną z obiektu procesu dla podmiotów procesowych lub podmiotowości, lub agencji poza istnieniem i czasowością.
Nie zgodziłbym się z charakterystyką ludzkiej natury jako racjonalnego zwierzęcia, choć słuszne ze strony „zwierzęcej”. Zarówno Sartre, jak i Heidegger, z pierwszym kwestionującym podstawy humanizmu jako czegoś znaczącego, a drugi głosząc poczucie metafizyki sugerowane w terminologicznym znaczeniu i historii lub w zapyt aniu pierwszego, wydają się tęsknić za sosem makaronu.
Natura ludzka może rozciągać się infraracjonalnie/nieracjonalnie (nie irracjonalnie), interracjonalnie i superracjonalnie w odniesieniu do swojej zwierzęcej natury, lub instynktownie i emocjonalnie, między sobą a innymi, i w różnych ideach, odpowiednio, o rzeczywistości (istnieniu i czasowości) lub „byciu” bez uciekania się do królestwa transcendentnego, jak nie podlega ograniczeniom materialnego wszechświata.
Ponieważ mózg, jako wyewoluowany konstrukt dostarczający umysł, postępuje w taki sposób, aby mieć organ, zorganizowaną materię w czasie, tworząc „język bytu” z językiem ograniczonym lub podlegającym ograniczeniom rzeczywistości, przetwarzanym przez rzeczywistość, a przede wszystkim o rzeczywistości lub wyodrębnionym w Imaginarium od podstaw rzeczywistości, gdzie nawet pozorne myślenie transcendentalne pozostaje ograniczone uniwersalnymi statystycznymi zasadami istnienia lub prawami natury wyprodukował skończone rozszerzenie organiczne, takie jak mózg procesy selektywności ewolucyjnej w głębokim czasie.
Poznanie ograniczone przez mentację wewnątrz, obliczenia i myślenie abstrahowane od rzeczywistości, samej siebie, w tym niepowodzenia dokładnego mapowania lub sprzężenia myślenia z rzeczywistością, które zdarzają się cały czas.
Podążając za sprawą w rzeczywistości i etyką - dosłownie, a nie metaforycznie - definiowaną jako działania w świecie, etyka wydaje się z niej naturalnie wywodzić. W tym, agencja lub istoty świadome we wszechświecie, z natury swego istnienia i swego istnienia w czasie, implikują moralność, w której cała ich natura, ich dusze w prawdziwym sensie, manifestują swoją etykę lub moralność, niezależnie od tego, czy są świadomi takiej etyki czy moralności, czy nie.
Etyka jest nieuniknioną współekstensywną produkcją lub produktem ubocznym sprawczości w istnieniu i czasowości.
Z czasowością oznaczającą kolejne momenty istnienia, łączy to zarówno sprawność, egzystencję, jak i czasowość z konsekwentystycznym strumieniem etyki, ponieważ etyka/moralność jako działania na świecie, mentacja lub (włączające) działanie, implikuje sekwencje momentów z działaniami w czasie związanymi z agencją, jak zauważono, czy nie, wszechstronnego strukturalnego osadzenia etyki/moralności w agencji działającej w czasie.
Tak więc nihilizm, jako postawa ideologiczna, ma sens tylko w istnieniu czasu i istnienia, samego siebie, bez agentów, ponieważ agencja implikuje i wyprowadza etykę/moralność przez fakt ich istnienia, jako operatorów istnienia w czasie.
Pytać: „Czy istnieje etyka?” , implikuje agencję, to neguje nihilizm w zadawaniu pytania. Dlatego pytanie nie brzmi: „Czy istnieje etyka czy moralność, czy nie?” Pytanie brzmi: „Jaka etyka czy moralność?”
Heidegger wydaje się całkowicie błędny w tej kwestii, ponieważ Heidegger wskazuje na niewłaściwy pogląd Sartre'a. Czy twierdzę, że Heidegger i Sartre się mylą? Tak, uważam całkowicie i wyraźnie źle w obu przypadkach, z definicji.
W ten sposób istota transcendentna lub nadzmysłowa albo zapada się do istoty przyziemnej lub sensownej, powszechnie metafizycznie odwróconej zwykłej, rozszerzonej istoty fizycznej, albo raczej naturalno-informacyjnej, albo jedno i drugie, negując ideę „bardziej wyraźnej transcendencji” lub „istoty nadzmysłowej” w końcu sugerującej „najwyższą istotę w sensie pierwszej przyczyny wszystkich rzeczy”.
Uwielbiam analogię lub obrazy Heraklita przy piecu. Przypuszczam, że można by to wynikać z „ciepła” wielu popularnych użytkowników filozofii. Poświęca więc trochę słodkiego czasu, aby wyjaśnić istnienie (i czas) w definicji filozoficznej lub metafizycznej, istoty w bycie, język lub dom bytu jako to, co jest własnowane przez byt, a następnie myśleć jako budowanie domu bytu jako połączenie bytu lub zjednoczenie bytu z prawdą by tu.
Wykorzystuje pewne kryterium zrozumiałości. Optycznie merytoryczna natura Istnienia jest twierdzona jako wymagająca istot lub w jakiś sposób zrozumienia jej poprzez zrozumiałość. Jednak, całkiem oczywiste, istnienie i istota wydają mi się takie same.
Tak więc ta forma argumentacji nie ma sensu. Kupiłbym oryginalną prawdę tylko wtedy, gdy traktowałbym jako światło stojące za poczerniałą kulą, w którą nauka wbija dziury, aby ujawnić Rzeczywistość lub Rzeczywistość. Twierdzę, że można traktować oryginalną prawdę jako nie a priori, a więc twierdzenie lub korespondencyjną podstawę prawdy.
Myślenie nie wydaje się przewyższać wszystkich praktyk, ponieważ myślenie jest rodzajem ruchu bez ruchu i silnie ograniczonym przez wiele praktyk. Uwielbiam jego stwierdzenie o prawach logiki opartych na prawach bytu; jednak, jeszcze raz, argumentowałbym to jako pozornie precyzyjny i nieodpowiedni język do osobistego zadania lub gry szlach cica.
Gdzie zasady egzystencji prowadzą do praw natury, o których właściwie mamy język, jak przypomniał nam Galileusz Galileusz, z językiem natury napisanym językiem matematyki, gdzie to ładnie wpływa na brak absolutności wiedzy.
Czy to rzeczywiście krytyka humanizmu? Nie tak naprawdę, jest to bardziej krytyka egzystencjalizmu, stąd krytyka Sartre'a, z kolei ukazując błędy jego sposobów.