Sign up to see more
SignupAlready a member?
LoginBy continuing, you agree to Sociomix's Terms of Service, Privacy Policy
By continuing, you agree to Sociomix's Terms of Service, Privacy Policy
Masz władzę nad swoim umysłem, a nie wydarzeniami zewnętrznymi. Uświadom sobie to, a znajdziesz siłę.
Marek Aureliusz
Często trudniejsze okoliczności mogą rozwikłać pożądany spokój, spokój, szacunek do samego siebie i poczucie wewnętrznej godności indywidualnej istoty ludzkiej, czy to trudny czas w pracy, śmierć w rodzinie, czy po prostu dzień maszerujący z jednego złego momentu do drugiego.
Poświęcam czas na zastanowienie się nad dojazdem do domu z pracy. Jestem opiekunem w pubie i bistro (oddzielne firmy pod tym samym parasolem i generalne wykonawstwo). Codziennie jeżdżę na rowerze do domu - na rowerze, a nie na motocyklu.
Zarówno ostatnia zmiana, jak i jazda rowerem do domu dają mi czas na zebranie się, mentalnie. Kołowrotki wędkarskie były wysyłane każdego dnia i zwijane na końcu - starając się nie robić z nich mieszania.
Z jakiegokolwiek splątanego splotu chaosu dnia, mogę zacząć rozumieć nadrzędność dnia, narrację. Wraz z dojrzałością w czasie pojawia się zrozumienie. Historia jest narzucona na dzień.
Pismo Jamesa Joyce'a było bardzo podobne. W którym spotykają się liczne sprzeczne głosy, bezstronnie, niekompletne i sformułowane w środowisku The Real - prawdziwie niekompletnym i częściowym. Biorę od niego wskazówkę na piśmie - przyjmuj inny punkt widzenia, na jednym poziomie, ale na poziomie meta-koncepcyjnym przyjmuj wiele punktów widzenia jednocześnie.
Ciekawa meta-konsystencja wychodzi z takiej struktury, wychodzi w takim piśmie. Zastosowanie różnych głosów narracyjnych daje poczucie mdłości. Głosy rozmazują się, chyba że przyjrzymy się bliżej, w piśmie pojawia się interesujący efekt.
Dojazd do domu przy cmentarzu uważam za pomocny w pisaniu. Zaglądam na nagrobki i rozważam liczne życia i liczbę myśli, które musiały przejść przez każdą osobę, której już nie ma.
W tym sensie rozważa się zmarłych jako żywych, podczas gdy przeżyte życie nie bierze już udziału w sztuce tego dramatycznego, małego miasteczka, w którym mieszkam, znajduję się, byłem domem, ale nie uważam za dom - ponieważ nigdzie nie ma dla mnie domu poza własnym umysłem.
Miejsce schronienia, pokoju i centralne źródło odpowiedzialności w kontroli poczucia spokoju i myśli. Praca w pubie wydaje się zupełnie inna niż świat dziennikarstwa czy pisania. To brutalna zabawa, ale w kontekście dorosłym lub bardziej dojrzałym - a może nie bardziej dojrzał ym.
Tak wiele dzieje się naraz, i kontekst, w którym ludzie piją, się wściekają, przychodzą do towarzystwa, spotykają się z lokalnym uniwersytetem na nieformalne spotkanie, wychodzą z przyjaciółmi, aby nadrobić zaległości, siedzą z żoną na dip wołowy i kufel piwa, wychodzą z dziewczynami, aby ponownie się połączyć i podzielić się historiami o rodzicach i związkach, i tak dalej, wszystko to się dzieje; tak bardzo, że może to być trochę oszałamiające. czasy do zobaczenia.
Ale, niezależnie od tego, istnieje ogólny sens, w którym liczne narracje, dla każdego indywidualnego obserwatora, są częścią większej bezsensownej całości, podczas gdy indywidualne znaczenia dla każdej części wydają się całkiem realne, więc dla wszystkich intencji i celu jest wystarczająco realne.
Umarli, którzy oddają tę żywą serię myśli — poprzez cmentarz lub masę ceremonialnych i upamiętnionych zwłok — jest w głębi sensie komuną. Widziałem to często od motocyklistów - prawdziwych „motocyklistów” - i płaczących starych i młodych z głównego nurtu Kanady.
Jest to przestrzeń wiecznie nieruchomych, niegdyś istniejących, które dają poczucie, w którym życie toczy się dalej, podczas gdy przeszłość nigdy nie odeszła całkowicie. Jest to sposób na powiedzenie: „Inni tu byli. Będziesz tutaj lub gdzieś w podobnym miejscu, w jakiejś nieznanej bliskiej przyszłości”.
Cmentarze, dla mnie, pozostają miejscami Morza. Społeczność zmarłych. Zgromadzenie upamiętnionych. Ograniczona kolekcja szczątków. Przeszłość utknęła jako zachowana teraźniejszość, 6 stóp poniżej.
Tak więc oznaczenia częściowo zapomnianych, ale nigdy do końca takich — na jakiś czas. Umarli stają się pomnikami pękniętych gobelinów na przestrzeni czasu z wypisanym imieniem, datą rozpoczęcia i datą zakończenia, a być może krótką, zamkniętą wiadomością: „Byli tu sekund ę temu”.
Seria narracyjnych osi czasowych częściowo pokrywa się ze sobą. To znaczy, że cmentarze nie są dla umarłych; są dla żywych. A umarli przez żywe znowu zbierają pozory życia.
Zmarli nigdy nie zginęli. Nic nigdy nie przestaje być całkowicie, dokładnie. Cmentarze są rzadką przestrzenią do refleksji i stanowią dla mnie nieruchomą komunę. Miejsce do wielokrotnego pogodzenia się z rzeczywistością śmierci i odnajdywania poczucia podstawy skały wiecznej w normalnym doświadczeniu przemijania i przemiany.
Tę podstawę skałową można zobaczyć w Prawdziwej Jaźni lub w podstawowym poczuciu tożsamości. Marek Aureliusz nie był wielkim filozofem ani idealnym człowiekiem. Był jednostką, która poprzez indywidualną walkę z własną jaźnią oraz cierpienia i presje świata zewnętrznego wytwarzała głęboką mądrość, intuicję na temat świata, spraw ludzkich i siebie samego.
W ramach tej intuicji i mądrości stał się wielką osobą, niezwykle cnotliwą, powściągliwą i przedstawiającą tę podstawę niezmiennej „władzy nad umysłem” — Prawdziwej Woli.
Ta wrażliwość cmentarzy jako miejsca refleksji, do odzyskania pożądanego przez większość „spokoju, spokoju, szacunku do siebie i poczucia wewnętrznej godności” czyni je miejscem odwiecznym dla wszystkich. Aby uhonorować zmarłych obecnością żywych, siebie, dajesz się w procesie, w uświadomieniu sobie śmierci, licznych głosów przemawiających z zewnątrz oraz częściowej, niekompletnej i niespójnej natury naszych indywidualnych natur i narracji w tym większym świecie.
Poczucie rozdzielczości osiada nad krajobrazem, umysłem.
Ten utwór oddaje tę uniwersalną potrzebę nadawania sensu naszym doświadczeniom.
Połączenie filozoficznego wglądu z codziennymi obserwacjami działa tak dobrze.
To niesamowite, ile sensu możemy znaleźć w prostych, codziennych doświadczeniach.
Sposób, w jaki autor opisuje zachowanie godności pośród chaosu, naprawdę do mnie przemawia.
Ten artykuł skłonił mnie do ponownego rozważenia moich własnych codziennych czynności.
Fascynujące, jak różni ludzie znajdują różne przestrzenie do refleksji.
Uwielbiam, jak autor łączy starożytną mądrość z nowoczesnym życiem codziennym.
Idea wielu głosów narracyjnych przypomina mi, jak wszyscy widzimy rzeczy inaczej.
Równowaga między chaosem a spokojem naprawdę rezonuje z moimi własnymi doświadczeniami.
Doceniam, jak utwór uwzględnia bałagan życia, jednocześnie znajdując w nim sens.
Interesujące, jak autor znajduje inspirację do pisania w tak nieoczekiwanych miejscach.
Sposób, w jaki życie i śmierć splatają się w całym utworze, naprawdę daje do myślenia.
Czytanie tego sprawiło, że bardziej doceniam moje własne ciche chwile refleksji.
Zastanawiam się, czy autor nadal odnajduje ten sam spokój w tych momentach po latach.
Poczucie, że mamy władzę nad naszymi umysłami, ale nie nad wydarzeniami zewnętrznymi, wydaje się szczególnie istotne dzisiaj.
Uważam za pocieszające, jak autor opisuje śmierć jako nie będącą całkowitym końcem.
Nigdy nie myślałem o tym, że zarówno puby, jak i cmentarze służą jako miejsca spotkań dla historii.
Kontrast między tętniącym życiem pubem a cichym cmentarzem tworzy tak uderzający obraz.
To przypomina mi, jak ważne jest znalezienie własnych sposobów na przetwarzanie codziennych doświadczeń.
Idea Wspólnoty Ciszy jest potężna. Wszyscy potrzebujemy takich spokojnych przestrzeni w naszym życiu.
Podoba mi się, jak ten tekst łączy indywidualne historie z większą, bezsensowną całością, jednocześnie uznając obie perspektywy za ważne.
Rozumiem to uczucie, że nigdzie nie czujesz się jak w domu, poza własnym umysłem. To naprawdę trafiło w sedno.
Opis nagrobków jako połamanych gobelinów w czasie jest przepięknie poetycki.
Fascynujące, jak autor znajduje głębokie znaczenie w tak zwyczajnych momentach. Naprawdę skłania to do myślenia o własnych codziennych doświadczeniach.
Zastanawiam się, czy praca w nocy pomaga w tego rodzaju refleksji. Wszystko wydaje się bardziej kontemplacyjne po zmroku.
Część o motocyklistach i żałobnikach dzielących tę samą przestrzeń naprawdę mnie poruszyła. Śmierć naprawdę jest wielkim równouprawniaczem.
Czy ktoś jeszcze uważa za interesujące, jak autor łączy dziennikarstwo z pracą w pubie? Oba zajęcia polegają na zbieraniu historii na swój własny sposób.
Skłania mnie to do myślenia o moich własnych codziennych rutynach i o tym, jak mógłbym je lepiej wykorzystać do refleksji.
Metafora z kołowrotkiem wędkarskim naprawdę działa. Niektóre dni są dokładnie takie, jak próba rozplątania żyłki wędkarskiej.
Chciałbym, żeby więcej ludzi poświęcało czas na refleksję, tak jak tutaj. Wszyscy jesteśmy tak zajęci bieganiną, że zapominamy przetwarzać nasze doświadczenia.
Ten tekst pięknie oddaje, jak codzienne doświadczenia mogą prowadzić do głębszego zrozumienia, jeśli tylko zwrócimy na nie uwagę.
Nie rozumiesz sedna sprawy dotyczącej Marka Aureliusza. Autor twierdzi, że jego wielkość wynikała z jego zmagań, a nie z wrodzonego talentu filozoficznego.
Nie jestem pewien, czy zgadzam się z oceną, że Marek Aureliusz nie był wielkim filozofem. Jego spostrzeżenia wydają mi się całkiem głębokie.
Idea Prawdziwego Ja jako podłoża skalnego naprawdę do mnie przemawia. W całej tej zmianie potrzebujemy czegoś solidnego, czego możemy się trzymać.
Odświeżające jest czytanie czegoś, co porusza trudne tematy bez bycia pretensjonalnym. Osobisty akcent sprawia, że jest to zrozumiałe.
Zastanawiam się, czy autor zdecydował się pracować jako dozorca, aby mieć ten cichy czas na refleksję i pisanie.
Interesująca perspektywa na temat tego, że nic nigdy nie przestaje istnieć całkowicie. Sprawia, że inaczej myślę o tym, jak zachowujemy wspomnienia.
Opis atmosfery pubu wydaje się tak znajomy. Pracowałem jako kelner przez lata i całkowicie rozumiem ten piękny chaos.
Czy ktoś jeszcze czuje, że jazda rowerem do domu jest metaforą przetwarzania życia? Posuwanie się naprzód, jednocześnie zastanawiając się nad tym, co za nami.
Porównanie pubu i cmentarza jako miejsc opowiadania historii jest genialne. Oba miejsca kryją w sobie tak wiele nieopowiedzianych historii.
Uwielbiam, jak autor wplata styl pisania Joyce'a we własne doświadczenia. Wiele narracji i głosów naprawdę maluje żywy obraz.
Najbardziej uderzyło mnie to, że cmentarze są bardziej dla żywych niż dla umarłych. Nigdy wcześniej o tym w ten sposób nie myślałem.
Część o pracy w pubie naprawdę przykuła moją uwagę. Wszystkie te nakładające się historie i życia przecinające się w jednej przestrzeni, podobnie jak na cmentarzu, ale z żywymi duszami.
Właściwie nie zgadzam się z tym, że cmentarze są makabryczne. Mogą być niesamowicie spokojnymi miejscami. Często spaceruję po jednym w pobliżu mojego domu i uważam, że pomaga mi oczyścić umysł.
Czy tylko ja uważam, że codzienna jazda rowerem obok cmentarza jest trochę makabryczna? Rozumiem kąt filozoficzny, ale mimo wszystko...
Cytat Marka Aureliusza na początku doskonale wprowadza w temat. To niesamowite, jak aktualna pozostaje jego mądrość.
Doceniam, jak autor łączy ciszę cmentarzy z odnajdywaniem wewnętrznego spokoju. Kiedy odwiedzam grób mojej babci, często odczuwam to samo poczucie perspektywy na życie i śmierć.
Ten artykuł naprawdę do mnie przemawia. Zauważam, że sam szukam tych cichych chwil refleksji podczas dojazdów do pracy. Czasami codzienny chaos potrzebuje tej ciszy, aby wszystko nabrało sensu.