Walidacja, wzajemne uczucie, zaufanie, a jeśli mamy szczęście, znajdziemy prawdziwą miłość. Te długie noce, wspólne chwile intymności, śmiech w niezręcznych chwilach, to naprawdę piękna rzecz; sprawia, że coś takiego jak zerwanie jest tym trudniejsze. Nigdy nie jest to łatwy wybór, a ten nieznośny proces gojenia jest czymś, co postępuje we własnym tempie, pozornie apatyczny wobec tego, przez co przechodzisz. Ale tak naprawdę nigdy nie jest, prawda? Chcemy, aby ból i tęsknota zniknęły, ale zawsze można się z tego czegoś nauczyć; z tym zmagałem się przez ostatnie kilka tygodni.
Widzisz, Bardziej bałem się utraty wyobrażenia o związku i aspektach tego, co sprawia, że związek jest romantyczny, zamiast krzywić się na myśl o odejściu od kogoś, z kim dzieliłem się przez ostatnie dwa lata. Pod koniec, Zdałem sobie sprawę, że przestałem się rozwijać jako jednostka, ponieważ nie udało mi się wyznaczyć granic na wczesnym etapie związku i zamiast tego poświęciłem każdą sekundę na bycie głównym rozwiązującym problemy dla każdego problemu.
Pra@@ wdę mówiąc, to nie nadzwyczajne prośby czy drobne głupie preferencje kształtują osobowość, ale codzienne powtórki... te rzeczy, które człowiek powinien być w stanie zrobić sam. Jedna noc zamieniła się w dwie, potem w tydzień, a potem rodzi się nawyk, i tam moja nadmiar pomocy był zamknięty przez około sześć miesięcy. Zachęcałem ją tam, gdzie mogłem, ale pocieszenie wyrosło z uzależnienia, a teraz, odkąd wydawało się czymś tak posłusznym i bezpiecznym, odsunięcie się i przywrócenie tych granic stało się wykładniczo trudne.
Warto wspomnieć, że mam silną pogardę dla tego słowa: „granice”. Jak na ironię, ta niechęć do samego słowa oznacza, że w moim życiu osobistym unikam rysowania linii w moich relacjach z innymi, nawet jeśli jest to bardzo jasne dla mojego dobrego samopoczucia psychicznego i emocjonalnego. Wiem, że to toksyczne dla wszystkich zaangażowanych stron i z natury samolub ne.
Tak czy inaczej, ilekroć postanowiłem wyrzeźbić sobie trochę miejsca w związku, zgodziła się na to, ale potem powoli się na to odrywała, aż tydzień później wróciliśmy tam, gdzie zaczęliśmy, z wyjątkiem tego, że teraz zostałem z odrobiną urazy, podczas gdy wierzyła, że osiągnęliśmy szczęśliwy kompromis; zdarzyło się to jeszcze trzy lub cztery razy przed zerwaniem. Zacząłem wydawać się tak jednostronny, ale budziłem się każdego ranka, mając nadzieję, że ten dzień będzie inny niż poprzedni. Jak ludzie definiują szaleństwo? Robisz coś w ten sam sposób w kółko, ale zawsze oczekujesz innego wyniku?
Myślę, że ostatecznie próbuję dojść do tego, że ostatnio dotarłem na rozdrożu. Czy kontynuuję związek taki, jaki jest, próbując już więcej niż raz wyjaśnić, jak się czułem (bezskutecznie), czy też odchodzę teraz i gwarantuję odnowiony szacunek do samego siebie, stawiając siebie na pierwszym miejscu? Teraz, zapytaj każdego, kto mnie zna, jestem osobą, która stawia potrzeby wszystkich innych przed moimi własnymi, na własne niedogodności. Więc w obliczu sytuacji, która skłoniła mnie do zastanowienia się, co jest dla mnie najlepsze, postanowiłem wziąć w rękę mój najlepszy interes. Jednak poczucie winy, które towarzyszyło tej decyzji, od czasu do czasu wykrwawi i czuję się samolubny. Jak to jest bałagan, czuć się samolubnym i winnym za dokonanie najlepszego wyboru dla siebie?
Ale kiedy te uczucia wyrastają, myślę o rozmowie, którą od czasu do czasu prowadzę z mamą i chociaż zdanie „są dwa rodzaje ludzi na świecie” jest nieco banalne, to jest bliżej domu: Na świecie są dwa rodzaje ludzi... nieświadomi i oskarżeni. Jest taka irytująco uporczywa rzecz, którą robię, gdy widzę coś, z czym ktoś się zmaga i natychmiast ruszam, aby zwolnić ich z obowiązku i zakończyć go dla nich. Należę do kategorii oskarżonych, więc zawsze czuję się winny, nawet jeśli nie zrobiłem nic złego lub wszystko dobrze, nadal tam jest.
Te przeciągłe chwile wewnętrznego konfliktu - tak frustrujące i niezamówione, jak mogą być - są katalizatorem moich przełomowych chwil. Rzeczywistość zaczyna dogonić dziką narrację, którą wbudowałem w mojej głowie, a kiedy w końcu się dzieje i cofam się o krok, jest orzeźwiająca. Po latach myślenia, że nie jestem wystarczająco dobry, teraz widzę, że to zmusiło mnie do bardziej starania się zadowolić ludzi, a w jakimś chorym paradoksie wzmocnił ten pomysł, że jestem czegoś winny, inaczej nie utknąłbym w roli sługi.
Napisałem ten wiersz pewnego dnia (jestem specjalistą angielskiego, związany z terytorium) i wtedy pisałem o paraliżu, który odczuwa się podczas blokowania pisarzy, ale kiedy go ponownie przeglądam, mogę śmiało powiedzieć, że jego zastosowanie sięga poza blok i dotyka czegoś, z czym zmagałem się od dawna. w wierszu nazywam to zahamowaniem, ale w rzeczywistości jest to strach. Czy to strach przed porażką, strach przed stratą, strach przed nieadekwatnością... Nie chcę się budzić pewnego dnia tylko po to, by dowiedzieć się, że jestem mniejszy niż myślałem, że jestem zdolny, więc tworzę zahamowanie tam, gdzie ich nie musi być.
Jestem cholerna.
Zbudowany z czasem, aby powstrzymać
Urojenia i bezgłosne myśli.
Od synapsy do synapsy te palce dotykają
Stuknij
Stuknij
Stuknij
Z dala od klawiatury, choć wiem
Wiele z tego, co zostanie napisane, będzie
niepisane... z odstępem wstecznym.
Hamowanie: fosa nadziei.
Jak dziwnie czuć się jakby
Słowa są uwięzione za ustami
Który nigdy nie zamierza wypowiedzieć swojego zdania
Ale mój umysł jest tym, o co uderza
To cholera i jego nie do zniesienia zawieszenie
Wszystkiego na korzyść niczego.
Samozadowolenie utrzymuje formę,
Strach łata te uporczywe pęknięcia
Te, które przeciekają, erodują i uwalniają się...
Chcę pisać i jedyna rzecz, która mnie powstrzymuje
To cholera, którą daję.
Moje zerwanie przerodziło się w przełom, taki, w którym byłem wystarczająco szczery wobec siebie, aby wskazać tendencje do samosabotowania. Uzdrowienie jest wystarczająco trudne, ale staje się czymś bolesnym, gdy okłamujesz siebie. Jeśli cokolwiek zawdzięczamy sobie, aby wyrosnąć z przeszłych doświadczeń, zahamowania są przeklęte.
Podoba mi się, jak powiązali swój wiersz o blokadzie twórczej z większymi problemami życiowymi. Czasami nasza sztuka mówi nam więcej, niż zdajemy sobie sprawę
Analiza strachu powstrzymującego nas przed realizacją naszego potencjału naprawdę skłoniła mnie do przemyśleń na temat moich własnych wyborów życiowych
To przypomina mi mój ostatni związek. Miałem nadzieję, że coś się zmieni, ale nigdy nie ustaliłem jasnych granic. Nauczyłem się tego na własnej skórze.
Właściwie nie zgadzam się z tym, że wyznaczanie granic jest samolubne. Ustalanie zdrowych granic jest niezbędne, aby jakikolwiek związek mógł funkcjonować.
Naprawdę utożsamiłem się z fragmentem o poczuciu winy za stawianie siebie na pierwszym miejscu. Zajęło mi lata, aby nauczyć się, że dbanie o siebie nie jest samolubne.